Forum
Zobacz co słychać na naszym forum>>>

Najnowsze tematy:

Dodaj zdjęcie
Dodaj zdjęcia z Małopolski >>>
Google+
Ładuję...
Data dodania lub aktualizacji: piątek, 05 kwietnia 2013, 12:25:04
Autor: admin
Home » Menu Główne » Do poczytania » Historyczne » Candie - Latająca Forteca w Krakowie

Candie - Latająca Forteca w Krakowie

Większości pasjonatów lotnictwa i wojskowości aliancka ofensywa bombowa z 1944 kojarzy się z sylwetką amerykańskiego czterosilnikowego bombowca B 17 Latającej Fortecy. Takie maszyny bombardowały w sierpniu 1944 rafinerię w Trzebini. Niewielu jednak wie, że Latające Fortece lądowały w Polsce. Najbardziej znaną z nich jest maszyna, która jeszcze w rok po wojnie stała na dziedzińcu Urzędu Bezpieczeństwa w Kielcach. My zajmiemy się historią B 17 o imieniu Candie która lądowała 26 grudnia 1944 roku na przedpolach fortu nr.52 Borek znajdującym się na terenach dzisiejszego osiedla Kliny w Krakowie.

Samolotem który wystartował z bazy we Włoszech celem zbombardowania zakładów benzyny syntetycznej w Blachowni Śląskiej dowodził por. Harry Flier, drugim pilotem por. Alfred Cryer, bombardierem William Nassif- nazwisk pozostałych siedmiu członków załogi Candie nie udało mi się ustalić. Maszyna  z 352 dywizjonu, 301 Grupy Bombowej, 5 Skrzydła Bombowego, 15 Armii Powietrznej Stanów Zjednoczonych została uszkodzona nad celem. Piloci nie widząc szans na dociągniecie maszyną do Włoch postanowili dolecieć na tereny zajęte przez Sowietów. Niestety nad Płaszowem w Krakowie samolot dostał sie pod celny ogień flaku.

Zapadła decyzja o awaryjnym lądowaniu. Na lądowisko wybrano łagodnie wznoszące sie przedpole fortu nr.52 Borek. Forteca na dwóch silnikach nadleciała od strony Wisły, przeleciała nad fortem Skotniki i bez podwozia szczęśliwie wyładowała. Bombardier William Nassif wspomina ,,Wszyscy oprócz pilotów i mechanika zajęliśmy pozycje do awaryjnego lądowania w przedziale radiowym. Lądowanie z wciągniętym podwoziem na polu było perfekcyjne - już po wojnie przeżywałem gorsze lądowanie samolotami rejsowymi w Minneapolis".

 Polskim świadkiem tego wydarzenia był Jan Sagan ,,Wydarzyło się to w dzień świąteczny(..).Wracając z kościoła ok. godz. 10.00 słyszeliśmy głuchy dźwięk  przelatujących bardzo wysoko ciężkich samolotów bombowych. Na czystym i błękitnym niebie widoczne były liczne srebrzyste punkty.(..)W jakiś czas po tym, kiedy byliśmy juz w domu, poderwał nas głośny ryk silników. Przez okno zobaczyliśmy lecący nisko olbrzymi samolot ze znakami rozpoznawczymi Stanów Zjednoczonych. Samolot leciał z kierunku zachodniego, w przybliżeniu po linii która odpowiadała kierunkowi zamierzonego lądowania. (...)Z późniejszych opowiadań pamiętam, że podobno w trakcie tego lotu samolot został ostrzelany z wież wartowniczych obozu jenieckiego, który był zlokalizowany przy ulicy Zawiłej, na co załoga soczyście odpowiedziała ogniem karabinów maszynowych i działka pokładowego. W trakcie lądowania z wciągniętym podwoziem, na ośnieżonych polach odpadło jedno śmigło i leżało w odległości ok.200 m od miejsca zatrzymania sie samolotu. Pierwszymi, którzy przybiegli na spotkanie byli mieszkańcy okolicznych domów. Porozumieli sie z załoga licząca 10 osób dzięki temu, że wśród załogi byli również Polacy (?). Nie wyrażali chęci ukrycia się ani obawy przed niewolą, a raczej cieszyli sie ze szczęśliwego lądowania. Obdarowali przebiegłych chłopców sucharami i czekoladą w blokach ,a nawet pozwolili zwiedzić wnętrze samolotu. Koledzy moi, którzy tam weszli, opowiadali, że widzieli palące sie na podłodze jakieś papiery czy mapy, zauważyli także zdemolowaną tablice przyrządów pokładowych kabinie pilotów. Od strony fortu nadbiegli Niemcy, ostrożnie zbliżając sie z Bronia gotową do strzału. Załoga samolotu nie zdradzała jednak zamiaru obrony. Dowódca zabrał załogę do samolotu i poddał sie wraz z nią oficerowi niemieckiemu. Nadbiegli również żołnierze ze stojącego na stacji w Swoszowicach transportu wojskowego i wtedy już odpędzili dość liczna grupę mieszkańców otaczających samolot. po jakimś czasie przyjechały samochody z żandarmerią i zabrały lotników, wśród których jeden lub dwóch było rannych (lekko) .Przy samolocie została warta pilnująca, by nikt nie zbliżał się do samolotu, niemniej jednak wielu z przybyłych wracało z różnymi pamiątkami, jak np. kawałkiem blachy aluminiowej z postrzelonego poszycia samolotu. Samolot oglądałem i ja. Była to imponując duża maszyna ze sterczącymi na wszystkie strony dwulufowymi karabinami maszynowymi i działkiem oraz zapasem amunicji w taśmach, widocznej przez przeźroczystą plastykową część dziobową kadłuba. Był to samolot czterosilnikowy, z których tylko jeden był w stanie nieuszkodzonym. Według zasłyszanych wersji(..) dostał sie nad Krakowem w zasięg artylerii przeciwlotniczej na tzw. Maderze ( Wola Duchacka ) która uszkodziła mu trzeci silnik. Lądowanie stało sie koniecznością. Wybrane miejsce lądowania było niezabudowane, dostatecznie płaskie i tak duże ,że dało szansę przyziemienia, jak sie okazało szczęśliwego."

Po wylądowaniu lotników miał miejsce nieprzyjemny incydent, gdyż jeden z członków Candie okazał się być wyznania mojżeszowego. Tylko zdecydowana postawa dowódcy maszyny zapobiegła oddzieleniu go od reszty załogi. Cała załoga Candie dotrwała do końca wojny w obozie jenieckim.

Ciekawe są okoliczności zrobienia zdjęć Candie po wylądowaniu. Najbardziej znane powstało dzięki odwadze Krzysztofa Trzebnickiego który z dużej odległości zrobił zdjęcie uczuwając jako teleobiektywu lornetki. Dwa pozostałe wykonała łączniczka AK Irena Halicka. Bardziej zagadkowe są losy samej maszyny.

W ostatnich dniach 1944 roku Niemcy przetransportowali Candie na lotnisko Kraków Czyżyny, uszkadzając po drodze trakcje tramwajowa na Matecznym wielkim statecznikiem pionowym samolotu. Tu zaczynają sie niepotwierdzone wiadomości. Według jednych Candie została zezłomowana. Druga wersja jest bardzo fascynująca. Po remoncie Candie B 17 Y4B nr.46377 została wcielona do KG 200 i służyła do przewozu dywersantów poza linie frontu. Inne źródła podaja ze B 17 o numerze 46337 został zestrzelony nad Holandią, w niemieckich oznaczeniach w marcu 1945 roku. Dokonać tego miały amerykańskie myśliwce.

Z ciekawostek można dodać, że Kraków został wyzwolony parę tygodni po lądowaniu bombowca. Jeden z członków załogi Candie bombardier William Nassif po wyjść z obozu jenieckiego został dość znanym aktorem amerykańskim i partnerował w westernach samemu Ronaldowi Reaganowi późniejszemu prezydentowi USA. Po 67 latach od tego wydarzenia społeczność lokalna Klinów uczciła pamięć nieżyjących i żyjących członków załogi Candie specjalną mszą świętą, zaś w Krakowskim Muzeum Armii Krajowej odbywa sie właśnie wystawa pt. "In the air on the air" na której wspomniana jest dzielna załoga Candie.
[Tomasz Piszczek]

Zdjęcia: Krzysztof Trzebnicki, Irena Halicka

Bibliografia:

Tadeusz Wroński - Kronika okupowanego Krakowa 
Jadwiga Srodulska Wielgus, Krzysztof Wielgus, Co sie stało z załoga latającej fortecy, Skrzydlata Polska nr 28/1985 
Jan Sagan Co sie stał załogą Latajacej Fortecy cz.2, Skrzydlata Polska nr 31/1985

źródło: Tekst z zaprzyjaźnionej strony www.genesis.pl

genealogia

Udostepnij na Facebooku
comments powered by Disqus
     

Nie przegap nowości na stronie!







 

 Zobacz jeszcze na: